Podsumowanie spotkania z ks. Janem Mazurem
Spotkanie z księdzem Janem Mazurem, prowadzone przez Franciszka Chwalisza, było okazją do poznania życia i twórczości kapłana, poety, i świadka historii Szczecina. Ksiądz Mazur, mimo że nie piastuje już wielu urzędów, podkreślił, że nadal jest czynnym kapłanem i pełni funkcję kapelana oraz asystenta kościelnego Szczecińskiego KIK
Ksiądz Jan Mazur – fragmenty wywiadu
Kapłanem jest się na zawsze. Oczywiście nadal posługuję, choć nie pełnię już tylu urzędów, co dawniej. Biskup Jerzy Stroba mawiał, że „dwa wiadra lepiej się niesie niż jedno”, dlatego byłem równocześnie profesorem Wyższego Seminarium Duchownego i proboszczem parafii Chrystusa Króla w Szczecinie-Skolwinie – najbardziej na północ wysuniętej w mieście. Wieża tamtejszego kościoła jest elementem tzw. loc żeglarskiej, punktem orientacyjnym dla marynarzy. Obecnie nie pełnię już urzędów, poza jednym – jestem kapelanem i asystentem kościelnym szczecińskiego Klubu Katolików.
Wspomnienia ze Szczecina
Przyjechałem tu jako roczne dziecko. Moje pierwsze wspomnienia to Dworzec Główny i pociągi, które fascynują każdego chłopca. Most kolejowy przez Odrę był wtedy zniszczony – istniał tylko jego fragment, obok którego spoczywał wrak statku obrośnięty małżami. Ten obraz zapisał się w mojej pamięci na zawsze.
Mieszkałem w secesyjnej kamienicy przy ul. Emilii Plater. Za oknem rozciągała się tzw. niecka niebuszewska – morze gruzów. Dzieci znajdowały tam hełmy, a brukowane ścieżki prowadziły przez to zniszczone miejsce. Do dziś pamiętam, jak nauczycielka plastyki kazała narysować widok z okna. Zdziwiłem się, gdy odgadła, że mieszkam na trzecim piętrze – po prostu widok pełen detali to zdradzał.
Z tego czasu pamiętam też księdza Alfreda Osipowicza, który w maju wychodził na wieżę kościoła Najświętszego Zbawiciela i grał „Ave Maria” na trąbce.
O Szczecinie
Dla mnie Szczecin jest – jak określał to Le Corbusier – „maszyną do mieszkania”. Dobrze służy, choć więź czuję bardziej z Kamieniem Pomorskim i Zamościem, gdzie się urodziłem. Te miejsca odczuwa się głębiej. W Szczecinie są rzeczy piękne, jak fontanny w centrum, które niestety dziś stoją suche – a przecież powinny być symbolem życia miasta.
Ważne wydarzenia
-
1946 – „Trzymamy Straż nad Odrą”: obecność prezydenta Bieruta i wicepremiera Mikołajczyka, ogromne napięcie polityczne.
-
1966 – Tysiąclecie Chrztu Polski: przy kościele św. Jana Ewangelisty zgromadziło się ok. 100 tys. ludzi, obecny był prymas Wyszyński.
-
Grudzień 1970: widziałem spalony budynek KW PZPR i zniszczoną komendę policji – dramatyczny czas.
-
Sierpień 1980: byłem wtedy w Londynie, ale wszędzie mówiło się o Szczecinie i Gdańsku.
-
1987 – pielgrzymka Jana Pawła II: ogromne wydarzenie duchowe i historyczne dla miasta.
O Janie Pawle II
Już jako biskup Karol Wojtyła imponował mi uniwersalizmem myśli. Potrafił patrzeć szerzej – nie tylko na Polskę, lecz na całą ludzkość.
Pamiętam jego celebrację w Kamieniu Pomorskim podczas obchodów 850-lecia chrztu Pomorza. Gdy rozpoczął liturgię słowami „W imię Ojca i Syna…”, zabrzmiało to tak mocno, że całe zgromadzenie odczuło podniesienie duchowe.
Jako papież zachwycał w UNESCO w Paryżu, gdzie mówił, że Polacy przetrwali bez państwa dzięki kulturze.
Miałem też osobiste spotkanie – podczas kongresu teologów w 1991 roku na Jasnej Górze. Papież trzymał przez chwilę moją dłoń i powiedział tylko jedno słowo: „Szczecin”. Wtedy wydawało mi się to mało, dziś wiem, że było to bardzo wiele – szczególnie w kontekście jubileuszu miasta.
O poezji
Zawsze lubiłem czytać poezję – Różewicza, Baczyńskiego. Pisać zacząłem trochę z przypadku, gdy znajomy poprosił o tekst do rocznika kamieńskiego. Później, już na studiach w Belgii, samotność i obserwacja świata wokół sprawiły, że zacząłem spisywać własne refleksje. Tak powstały moje „Przystanki Peregrna” – zatrzymania przy chwilach, obrazach i emocjach, które stają się drogowskazami życia.