Willa, której nie ma: gdzie naprawdę kręcono "Autora widma" Polańskiego
Willa, w której nikt nigdy nie mieszkał, plaża, która wcale nie jest amerykańska, i reżyser, który nie mógł przyjechać na premierę własnego filmu. Zanim w środę 16 września spotkamy się w klubie na wspólnym seansie, a trzy dni później ruszymy do Świnoujścia i Heringsdorfu, warto poznać historię „Autora widma” Romana Polańskiego — bo to właśnie po śladach tego filmu będziemy chodzić.
O czym to w ogóle jest
Ghostwriter (Ewan McGregor) — pisarz, który za pieniądze anonimowo redaguje cudze wspomnienia — dostaje zlecenie dokończenia autobiografii byłego premiera Wielkiej Brytanii, Adama Langa (Pierce Brosnan). Jego poprzednik na tym stanowisku zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, a zostawione przez niego notatki prowadzą do znacznie poważniejszej sprawy niż zwykłe pisarskie zlecenie. Im głębiej ghostwriter drąży, tym mocniej przekonuje się, że wie za dużo. W tle: odcięta od świata, sztormowa wyspa, ochrona premiera na każdym kroku i coraz mniej osób, którym można zaufać.
To kino Polańskiego w najczystszej postaci — bez fajerwerków, za to z narastającym, duszącym niepokojem. Ktoś, kto zna „Dziecko Rosemary”, „Chinatown” czy „Lokatora”, rozpozna tu ten sam motyw: bohatera uwięzionego w sytuacji, z której nie ma dobrego wyjścia.
Willa, której nigdy nie było
To najciekawsza część tej historii — i ta, która najbardziej dotyczy naszej wycieczki. Akcja filmu rozgrywa się na amerykańskiej wyspie Martha's Vineyard u wybrzeży Massachusetts — tej samej, na której wypoczywali Kennedy, Clinton i Obama, i na której Steven Spielberg kręcił kiedyś „Szczęki”. Tyle że ekipa Polańskiego nigdy tam nie pojechała.
Luksusowa rezydencja premiera Langa, w której rozgrywa się większość filmu, to w rzeczywistości tylko fasada — scenograficzna atrapa zbudowana na wydmach Peenemünde, niecałą godzinę drogi od Świnoujścia. Wnętrza willi nakręcono w studiu Babelsberg pod Poczdamem, a widoki oceanu za oknem dodano później cyfrowo. Za scenografię odpowiadał berlińczyk Albrecht Konrad, który za tę robotę dostał później Europejską Nagrodę Filmową.
Kawałek dalej, na niemieckiej wyspie Sylt, kręcono surowe, deszczowe ujęcia plaż — to tam, w Elbogen, Ewan McGregor jedzie rowerem przez ulewę w jednej z bardziej zapadających w pamięć scen filmu. Z kolei na duńskiej wyspie Rømø nakręcono scenę z promem, którym bohater opuszcza wyspę, oraz samotne ujęcie na pustym parkingu przystani, skąd kursuje prom do Sylt.
Innymi słowy: amerykańska wyspa snów prezydentów to w filmie Bałtyk, jaki znamy z naszego podwórka. 19 września zobaczymy to na własne oczy.
Reżyser w areszcie domowym
Zdjęcia ruszyły w lutym 2009 roku. We wrześniu tego samego roku, w drodze na festiwal filmowy w Zurychu, Polański został zatrzymany w związku ze starą sprawą ekstradycyjną do USA. Montaż filmu był w tym momencie już niemal skończony — reżyser dokończył go w areszcie domowym, w swojej willi w szwajcarskim Gstaad, konsultując ostatnie decyzje z ekipą przez internet.
Efekt: w lutym 2010 roku „Autor widma” miał premierę na festiwalu w Berlinie i przyniósł Polańskiemu Srebrnego Niedźwiedzia za reżyserię — a on sam nie mógł osobiście po niego wyjść.
Obsada i nagrody
Rolę tytułową pierwotnie miał zagrać Hugh Grant, potem rozważano Nicolasa Cage'a — ostatecznie trafiła do Ewana McGregora, który za tę rolę odebrał Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszego aktora. Obok niego: Pierce Brosnan jako premier Adam Lang, Olivia Williams jako jego żona Ruth, a także Kim Cattrall, Tom Wilkinson i Timothy Hutton.
Film zebrał w sumie kilkanaście nagród przy ponad trzydziestu nominacjach: oprócz Srebrnego Niedźwiedzia — sześć Europejskich Nagród Filmowych (m.in. najlepszy film i reżyseria), cztery francuskie Cezary i polski Orzeł za najlepszy film europejski. Muzykę skomponował Alexandre Desplat, za zdjęcia odpowiadał Polak, Paweł Edelman — wieloletni współpracownik Polańskiego.
Dlaczego warto obejrzeć go przed wyjazdem
Bo inaczej się patrzy na wydmy, kiedy się wie, że stoi tam filmowa willa premiera Wielkiej Brytanii. Bo spacer plażą w Heringsdorfie to spacer dokładnie tam, gdzie ekipa filmowa spędziła kilka tygodni, zamieniając Bałtyk w Atlantyk. I bo to po prostu bardzo dobry film — spokojny, precyzyjny, z rosnącym napięciem, które nie odpuszcza do ostatniej minuty.
Spotykamy się w środę 16 września o 17:00 w klubie na seansie. W sobotę 19 września jedziemy zobaczyć to miejsce na żywo.